"MIŁA PANI"
  Hania Zboinska


  "Powrót do godnosci"
  Hania Zboinska

  "Ostatnie kazanie"
  Hania Zboinska

  "Czas" na wiosne
  Hania Zboinska

po polsku

auf deutsch

Hanna Litwiniuk-Zboinska

MIŁA PANI

MIŁA PANI z Biura Promocji Miasta Warszawa nie od razu uległa moim sugestiom. "Nie ma. Po prostu nie ma materiałów - a po niemiecku nader rzadko, bo Niemcy nie interesują się Polską." -Jak to? To nie prawda- upieram się przy swoim. Proszę Pani, oni nawet bardzo, tylko nas nie widać. Oni chcą i są nawet bardzo odważni. I nic im nie straszne, nawet białe niedźwiedzie. Bo dziadkowie im bajki okropne opowiadali. A i samochód w domu zostawić można. Lufthansa dowiezie.
Trzeba im pomóc, proszę Pani, bo strach ma wielkie oczy. Oni już wszędzie byli, ci Niemcy i nudzą się Afryką i Azją. A tu nieznana kraina za płotem. Kolorowe foldery, z wieżowcami, nowym metrem, świeżutkimi apartamentowcami przekonają wątpiących i zalęknionych. Na wschód od Renu jest też Europa- mówię bez cienia wątpliwości.
MIŁA PANI się waha.
- To może chociaż jest coś po angielsku- pytam nieśmiało- bo oni od dziecka w szkołach się uczą.
MIŁA PANI czuje moją determinację. Jest taka okazja, pokazać Warszawę w Düsseldorfie. Duża impreza, w maju, na starówce. Wyleje się tłum i stanie przy naszym polonijnym stoisku. A tam pachnące prospekty, nowoczesna stolica. I Łazienki, i Trakt Królewski i Blikle i pączki- proszę Pani. Oni takich tu nie mają. Niech jadą i powąchają to miasto. Jak Steffen Möller. I niech niosą w świat wieść o cywilizacji z nad Wisły i o pięknych polskich kobietach, i że misie tylko w ZOO.

MIŁA PANI chyba się wzruszyła." No dobrze- zadzwonię. Zobaczę,co się da zrobić."
Następnego dnia nie ma mnie w domu. Wracam wieczorem i w progu zerkam na telefon. Miga światełko. Ktoś zostawił mi wiadomość. Ale to nic nadzwyczajnego, bo ciągle ktoś zostawia u mnie wiadomość. I albo czegoś chce, albo mu się nudzi i szuka rozmowy, albo ktoś chce mnie skłonić do kupna czegokolwiek. To wcale nie musi być ten wyczekiwany news. Naciskam potrzebne guziki w słuchawce a tam MIŁA PANI z lekkością i zadowoleniem kieruje do mnie wyczekiwane słowa. " Proszę Pani, mam 200 folderów po niemiecku, 300 po angielsku i film na DVD. Proszę o telefon." Moje warszawskie serce łopocze pod T-Shirtem. YES; YES,YES!!!!!!

Rano dzwonię do zaprzyjaźnionej Pani i ustalam kondycje przesyłki. Pocztą nie koniecznie, bo w RFN właśnie toczy się strajk. No i z Warszawy też trudno, bo i Poczta Polska od poniedziałku się buntuje. No to może DHL??? Niestety za drogo. Jest jeszcze Cargo Lufthansa. Odkładam słuchawkę i szukam z informacji Cargo.Mam dwa numery, ale nic z tego. Dzwonię do przyjaciela. Przyjaciel zna kogoś, kto właśnie jest w stolicy i grodzi płotem działkę odziedziczoną w spadku. W drodze powrotnej mógłby zabrać. Przyjaciel przejmuje rolę pośrednika miedzą mną o Panem od działki. Jego żona mieszka w Kolonii i ona może męża skłoni, bo oni też z Warszawy. Nie trzeba zatem tłumaczyć celowości całej akcji. W oczekiwaniu na zgodę, wypijam kolejną kawę, wypalam następnego papierosa i obwieszczam MIŁEJ PANI perspektywę odbioru paczki. Jest zadowolona. Mamy cel, który stał się naszym wspólnym. Przyjaciel ustalił w międzyczasie, że żona Pana od działki czeka na mój telefon, by omówić szczegóły. Dzwonię i ustalam. Jest fajnie. Mamy cztery godziny do zamknięcia Biura Promocji, bo jest piątek. A Pan wraca w sobotę do Kolonii. Ustalamy, że mąż nie może w ciągu dnia, bo grodzi płotem włości. Ale może koleżanka odbierze i odda wieczorem mężowi. Pani dzwoni do koleżanki do Warszawy, ale nic z tego. Znowu szukam wyjścia z Miłą Panią. No to może zostawić u ochroniarzy. No może. Czemu nie. Ale do końca nie jest to optimum, bo ochrona może nie otworzyć obcemu i co wtedy. Cały plan na nic, a Pan pojedzie sobie w siną dal a Niemcy nigdy nie spróbują pączków, nie zobaczą długonogich słowiańskich niewiast i palmy przy Nowym Świecie.

Dzwonię do Kolonii, do żony Pana od działki. Ustalamy dalszy tok postępowania. Pani jest bardzo miła i komunikatywna. Między kolejnymi wersjami planu wydobycia paczek ze stolicy poruszamy cały szereg zagadnień z dziedziny politycznej, moralnej, egzystencjalnej, religijnej, filozoficznej i ogólnokobiecej- czytamy wiersze i zapewniamy się o tym, że nie ma przypadków i ten incydent z Warszawą przyniesie kiedyś dla nas ciekawe skutki. Jest druga. Mamy dwie godziny do rozstrzygnięcia bitwy o Warszawę. MIŁA PANI zniknie w weekendowe odprężenia. Ja zostanę z poczuciem niespełnienia misji. Czuję pierwsze zwątpienie.

W krytycznym momencie dzwoni po raz siedemnasty Pani z Kolonii. "Mam!!!!! Wykrzykuje z zapałem i wyrywa mnie z ogłupienia" Mój syn właśnie leci samolotem do Warszawy. Pomóc przy płocie. Jak wyląduje, skieruje go bezpośrednio do Biura Promocji." To musi być bardzo miły człowiek- ten syn- myślę sobie. I zacięcie społeczne ma. Trzydziestolatek i taki ho, ho.
Od wylądowania do zamknięcia Biura promocji jest 60 minut. Z lotniska do centrum Warszawy łatwiej w piątek po południu dojść na piechotę niż przejechać. Liczymy na potajemne skróty taksówkarza. O 15.30 dzwonię do młodego wolontariusza. Czuję po głosie, że miał jednak nieco inne plany na popołudnie. Z taktem i opanowaniem wysłuchuje moich instrukcji. Jest bardzo dobrze wychowany. Ciężko oddycha. Odpowiada powoli. Zgadza się. Nie krzyczy na mnie. Nie mówi brzydkich wyrazów. Bóg zapłać.

O 16- tej odbiera paczkę. Około 20 kilogramów. Absurd sięgnął zenitu.

Dzwonię do MIŁEJ PANI, do przyjaciela, do Pani w Kolonii. Dziękuję bardzo wszystkim.Dziękuje cierpliwemu młodzieńcowi. A w duszy myślę, że Warszawa się cieszy, Blikle pączki piecze a Niemcy jeszcze wnukom opowiadać będą o pięknym mieście nad Wisłą.

Tekst ten poświęcam Miłej Pani z Biura Promocji Miasta Warszawa. Dziękuje za zaufanie, cierpliwośc i dobrą współpracę.

Über uns  Veranstaltungen  Aktuelles  Literarisches Forum  Art-Galerie  Foto-Galerie  Archiv  Links